Towarzystwo Poradnictwa i Psychologii Pastoralnej w Polsce

 

Pojęcie „zaufanie w życiu” (niem. Lebensvergewisserung – utwierdzenie; upewnienie się) przedkładam przed pojęcie „pewność w życiu” (niem. Lebensgewissheit) w znaczeniu stosowanym przede wszystkim przez Dietricha Rösslera w książce „Grundriß der Praktischen Theologie”
(Berlin 1994). „Zaufanie” to poszukiwanie, proces. Podczas gdy „pewność” budzi we mnie raczej skojarzenie statyczności, stanu, w którym już wiadomo, co sprawia, że mam w życiu poczucie pewności. Ponieważ jednak, według Lutra, pewność (certitudo) nie jest gwarancją (securitas), ale wyraża zaufanie do kogoś – dla Lutra tą pewnością jest Bóg – w zaufaniu tym zawsze zawiera się również poszukiwanie.
 
Jeżeli chodzi o nasze życie, znajdujemy się ciągle w procesie stawania się (niem. werden), a nie bycia (niem. sein). Pojęcie zaufania w życiu bliskie jest temu, co w terapii, pracy socjalnej, ale również i w duszpasterstwie, nazywane bywa empowerment – duszpasterstwo wzmacnia, daje siłę, by kształtować swoje życie i brać za nie odpowiedzialność oraz wzbudza zaufanie do życia. 
 
Zaufanie w życiu koncentruje się wokół pytania, kogo mogę być pewnym i komu ostatecznie wolno mi zaufać. W takich poszukiwaniach bierze udział duszpasterstwo. Powinno ono wzmacniać, wspierać, odnawiać i ugruntowywać to, co podtrzymuje ludzkie życie i nadaje mu sens. W ten sposób, w miarę możliwości, powinno umożliwiać rozpoznawanie i przezwyciężanie pytań i wątpliwości, zagrożeń i rozłamów.
 
Proces zaufania w życiu jest poszukiwaniem ratunku w tym zgubionym świecie, a zatem jest poszukiwaniem religijnym. Poszukiwanie zaufania w życiu jest poszukiwaniem podstawy ludzkiej
egzystencji. Czy znalazłem się na tym świecie przypadkiem, a zatem w sposób dowolny i arbitralny, czy może moje życie ma znaczenie tu i teraz, a także po śmierci? Czy jestem chciany, taki, jaki jestem, jako człowiek w określonym czasie i określonym miejscu, czy może byłoby lepiej, gdyby mnie nie było? Bardzo ważne jest, by ludzie odpowiadali sobie na takie pytania pozytywnie, aby mogła się wykształcić ich tożsamość oraz by odkryli sens swojej egzystencji. Jeżeli te odpowiedzi są
negatywne, człowiek jest wydany na pastwę niepewności i zagrożeń, praktycznie nie jest w stanie kształtować swojego życia i radzić sobie z nim.
 
Kiedy wspomniane pytania dochodzą w człowieku do głosu, od duszpasterza oczekuje się, by razem z nim, w jego konkretnej sytuacji, poszukał zaufania w życiu. Jest to religijne poszukiwanie sensu
i zbawienia, nawet jeżeli nie wyraża się ono w sposób religijny. Ludzie często do późnego wieku są nękani myślą, że byli niechcianymi dziećmi, ponieważ urodzili się przez „przypadek”. Cierpią, ponieważ w dzieciństwie rodzice oddali ich pod opiekę kogoś innego. Wiele osób boryka się z poczuciem braku akceptacji, z odrzuceniem, nawet jeżeli ich rozmówca nie miał nic takiego na myśli.
Duszpasterstwo wskazuje, że Boża akceptacja rozciąga się na wszystkich ludzi, co jest widoczne w chrzcie. Ludzie są chcianymi, upragnionymi dziećmi Boga. Jego akceptacja najwyraźniej widoczna jest w tym, że duszpasterze wchodzą w relacje z wszystkimi ludźmi, którzy tego oczekują i chcą. W duszpasterstwie nie chodzi przede wszystkim o to, by rozmawiać z ludźmi o Bożej akceptacji dla człowieka, ale o to, by realizować tę Bożą akceptację, nawet jeżeli to jest możliwe jedynie cząstkowo. 
 
Z punktu widzenia duszpasterstwa chrześcijańskiego akceptowanie ludzi i towarzyszenie im stanowi podstawową przesłankę umożliwiającą zdobycie zaufania. „Jestem akceptowany przez tego
duszpasterza, a przede wszystkim przez tego Boga”. Nawet jeżeli ludzie będą niepewni samych siebie lub nie będą w stanie tego doświadczyć ani w to uwierzyć, Boża akceptacja obowiązuje, duszpasterstwo ma być jej znakiem.
 
Dobrym przykładem akceptacji w duszpasterstwie jest towarzyszenie umierającym. Podczas umierania poczucie pewności, że człowiek jest chciany i ma cel, jest w szczególny sposób zagrożone. Jakże często zdarza się, że w szpitalach lekarze odsyłają pacjentów do duszpasterzy, bo „nie mogą dla nich nic więcej zrobić”. Duszpasterz też nie może nic „zrobić”, aby zapobiec śmierci, ale może uświadomić osobie umierającej, że ona również jest akceptowana. Czyni to poprzez towarzyszenie oraz uzmysławianie umierającemu w Słowie, sakramencie i swojej obecności, że w chwilach, w których opuszcza ich życie, Bóg ich nie opuszcza.
 
Helmut Weiss 
(fr. książki „Duszpasterstwo, superwizja, psychologia pastoralna”, wyd. Warto 2012)
 
Fot. Jagoda Mońka